"Pomagamy Wiśle płynąć"

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona Główna Archiwum POLSKIE ŻYWE TORPEDY

POLSKIE ŻYWE TORPEDY

Email Drukuj PDF

polskie-zywe-torpedy-w-1939-roku136

Nie tylko Japończycy mieli żołnierzy gotowych dokonać samobójczej akcji dla swojego kraju. Również w II RP znaleźli się ludzie, którzy chcieli walczyć z Niemcami jako żywe torpedy.
W roku 1939, po apelu opublikowanym w prasie, do Marynarki Wojennej zgłosiło się setki osób gotowych oddać życie w obronie Ojczyzny w charakterze żywych torped. Rozpoczęto objęte ścisłą tajemnicą szkolenie ochotników, których ilość osiągnęła kilka tysięcy. Czy ich ofiarność została kiedykolwiek wykorzystana? Czy Polska używała samobójczych oddziałów w wojnie obronnej?

Wydawać by się mogło, że ochotnicy, którzy są gotowi do samobójczych akcji, nie będą liczną grupą. Tymczasem 6 maja 1939 roku, kiedy kryzys polsko-niemiecki zaczął coraz bardziej narastać, w "Ilustrowanym Kurierze Codziennym", jednej z największych gazet przedwojennej Polski, ukazał się apel trzech ochotników (Władysław Bożyczko i jego dwóch szwagrów, braci Lutostańskich) o stworzenie formacji żywych torped. Bożyczko zwrócił się do władz Rzeczypospolitej tymi słowami:" Proszę zamieścić nasz list otwarty w swojem piśmie, ponieważ chcemy dać swoją odpowiedź Hitlerowi na jego żądania. Otóż ja i moi dwaj szwagrowie, wzywamy wszystkich tych Polaków, co chcą niezwłocznie oddać życie za Ojczyznę, jednak nie w szeregach armji razem ze wszystkimi, lecz w charakterze żywych torped z łodzi podwodnych, żywych bomb z samolotów, w charakterze żywych min przeciwpancernych i przeciwczołgowych. Każda zmarnowana torpeda, bomba i mina kosztuje dużo pieniędzy, których nadmiaru nie mamy. Każdy okręt nieprzyjacielski, czołg, pancerka, może i tak kosztować życie kilkunastu żołnierzy, zaś jeden człowiek zdecydowany może oddać tylko jedno swoje życie, jako żywy pocisk, czy w torpedzie, bombie lub minie. Człowiek w torpedzie zawsze znajdzie ten cel, w który zechce trafić i tem samem zaoszczędzi życie innym żołnierzom, zniszczy zaś wielu wrogów. Do tego celu nie są potrzebni ludzie zupełnie zdrowi z kategorją A, B czy C, lecz może to być nawet człowiek ułomny, lecz silny duchem, który twardo postanowił oddać życie dla Ojczyzny bez reszty, bo musi przede wszystkiem powiedzieć sobie, że dla niego w ogóle niema szansy ocalenia. Właśnie tacy ludzie są nam potrzebni. Nie wątpię, że takich, jak my, zgłosi się tysiące, ale te tysiące będą kosztowały wroga miljony złotych i setki tysięcy ludzi.
W ten sposób chcemy oddać nasze życie w ręce Marszałka Polski Śmigłego-Rydza, ażeby zużytkować je jak najskuteczniej w obronie Ojczyzny. Proszę nie myśleć, że my to robimy z jakiejś rozpaczy, czy czegoś podobnego. Ja jestem urzędnikiem państwowym, szwagier jest pracownikiem miejskim, drugi szwagier jest masarzem, zarabiamy nieźle, jesteśmy silni i zdrowi. Tylko nie wiemy, gdzie się mają zwracać kandydaci. Proszę to wydrukować!
Podpisy: Władysław Bożyczko, Edward Lutostański, Leon Lutostański, - Warszawa 24, Poprzeczna 7. m . 10."
Celowo list ochotników przytoczono w całości, dobrze bowiem oddaje pewien styl myślenia, szczególnie, że nie było to zjawisko marginalne - zgodnie z zachowanymi dokumentami tylko do końca maja i tylko do IKC-a zgłosiło się 1300 osób.
Ochotnicy samobójcy wiązali się z domniemanym projektem Marynarki Wojennej, zgodnie z którym miano skonstruować żywe torpedy, czyli jednoosobowe łodzie podwodne do niszczenia wrogich okrętów.
Narcyz Klata w swojej książce Polskie żywe torpedy w 1939 roku przytacza relacje kilku ochotników, którzy nawet przeszli stosowne szkolenie. Projekt miał nadzorować komandor porucznik Eugeniusz Pławski. Niestety, z racji braków archiwów, niczego konkretnego o "żywych torpedach" powiedzieć nie można.
Zachowały się wspomnienia świadków na temat projektów torped, między innymi Jana Szumiaty, który miał się zgłosić w Gdyni jako ochotnik do samobójczych akcji. Zgodnie z jego relacją oficer, z którym rozmawiał, mówił wiele o samej torpedzie oraz zapewniał go, że w razie potrzeby zostanie zmobilizowany. Inny ochotnik, Marian Kamiński, mówił nawet, że odbył specjalne szkolenie podczas którego oficerowie pokazywali mu i pozostałym 82 ochotnikom film instruktażowy. Zgodnie z nim polska armia miała mieć wyprodukowanych 16 torped rodzimej produkcji gotowych do akcji.
Zgodnie z relacją Kamińskiego, torpeda miała mieć 8 metrów długości i ważyć prawie pół tony, przewożąc 200 kg ładunku wybuchowego. Opisana przez świadka torpeda przypominała nieco istniejącą konstrukcję, mianowicie włoską torpedę samobieżną Maiale, która była na wyposażeniu armii Mussoliniego od roku 1936. Relacje innych świadków, w tym i Jana Szumiaty, różnią się jednak znacząco.

images 1torpedy1 min 300x438zywe1imageszyweimages 2

 

Źródło: Narcyz Klatka - "Polskie Żywe Torpedy w 1939 roku", Histmag.org (CC BY-SA 3.0)

Poprawiony: poniedziałek, 28 grudnia 2015 12:49