"Pomagamy Wiśle płynąć"

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona Główna

Czoo ok



Wody Polskie: jedna trzecia wylotów do rzek nie ma wymaganych zezwoleń

Email Drukuj PDF

wylotyrzek

Fot. Matthew Feeney / Unsplash
Jedna trzecia rur odprowadzających do rzek ścieki lub wody opadowe i roztopowe nie ma wymaganych zezwoleń - poinformowały w środę Wody Polskie. Na podstawie zebranych informacji rozpoczęto kontrole podmiotów, które posiadają urządzenia wodne i w przeszłości miały pozwolenia wodnoprawne.
Jak przypomniało Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, troska o dobry stan wód, obok przeciwdziałania powodzi i suszy, należy do jego statutowych zadań. Przytoczyło przy tym dane Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, według których tylko 10 proc. rzek w Polsce ma stan lub potencjał ekologiczny bardzo dobry lub dobry, 60 proc. umiarkowany, a 30 proc. słaby lub zły. Dla porównania, według raportu Europejskiej Agencji Środowiska, niemal 40 proc. wód powierzchniowych w UE ma dobry lub bardzo dobry stan.
Wody Polskie podkreślają, że na jakość wód w Polsce wpływa ich skażenie biogenami rolniczymi, ściekami przemysłowymi i bytowymi. Dużym problemem jest również zanieczyszczenie rzek i zbiorników wodnych różnego typu odpadami. W ostatnich latach w skali kraju wiele razy zgłaszane były przypadki zanieczyszczenia wód, w związku z czym prezes Wód Polskich Przemysław Daca podjął decyzję o weryfikacji istniejących wylotów do rzek - podano. Daje to możliwość identyfikacji czynnych oraz nieczynnych urządzeń, których właścicielami są osoby prywatne oraz przedsiębiorstwa korzystające z wód.
"Jednym z naszych priorytetów jest czystość rzek. Dlatego rozpoczynamy kontrole pozwoleń wodnoprawnych urządzeń odprowadzających ścieki do polskich rzek" - powiedział, cytowany w informacji, prezes Daca.
Źródło: gospodarka morska.pl

Poprawiony: poniedziałek, 18 października 2021 10:26
 

Dokąd zmierza Polska w żegludze śródlądowej?

Email Drukuj PDF

mapka

Rozpoczęły się konsultacje projektu Krajowego Programu Żeglugowego do 2030 r., Dokument ma wskazywać kierunki rozwoju polskiej żeglugi. W swym zakresie obejmuje działania i inwestycje przewidziane do realizacji w najbliższych latach.
W trzecim tygodniu lipca rozpoczął się proces legislacyjny projektu Krajowego Programu Żeglugowego do 2030 roku. Dotyczy on projektów inwestycyjnych zaplanowanych do realizacji w perspektywie finansowej UE 2021-2027. Celem strategii jest znaczne ograniczenie emisji gazów cieplarnianych do 2050 r. oraz przeniesienie znaczącej części transportu na gałęzie niskoemisyjne. - Śródlądowe drogi wodne i porty wspierają zieloną logistykę i zmieniają obraz sektora transportu m.in. poprzez rozwijanie infrastruktury paliw alternatywnych. Według strategii ograniczeniu ma ulec 90 proc. emisji gazów cieplarnianych związanych z transportem - czytamy w dokumencie.

Program zakłada dwa podstawowe zadania - dalszą integrację żeglugi śródlądowej z multimodalną siecią transportową i zwiększenie jej udziału w systemie przewozów oraz stopniowe przechodzenie na statki śródlądowe o zerowej emisji.

Do roku 2030 zakłada się osiągnięcie przepustowości transportowej umożliwiającej efektywne funkcjonowanie całego systemu transportowego. Efektem będzie zbudowanie wielogałęziowej, zintegrowanej i uzupełniającej się sieci transportowej obejmującej kolej, drogi, sieci aglomeracyjne, sieci żeglugi śródlądowej i morskiej oraz porty lotnicze.
Niski poziom żeglowności

Poprawiony: niedziela, 17 października 2021 14:28 Więcej…
 

Amerykański zaopatrzeniowiec płynie do Trójmiasta

Email Drukuj PDF

usa

Fot. NASSCO
Okręt Robert E. Peary, zaopatrzeniowiec US Navy, jest spodziewany w Trójmieście 13 października.
Amerykański okręt Robert E. Peary, jest anonsowany przez Urząd Morski w porcie w Gdyni, jednak informacja zwracana przez jego system AIS wskazuje na Gdańsk. Jeśli właściwa jest informacja Urzędu, okręt powinien dotrzeć do portu we środę, 13 października, chwilę po godzinie 8:00.
Robert E. Peary to jeden z czternastu zaopatrzeniowców typu "Lewis and Clark", z jakich korzysta US Navy. Kontrakt na jego budowę Marynarka Wojenna podpisała z amerykańską stocznią NASSCO z San Diego. W 2007 roku jego budowa została ukończona, a rok później jednostka weszła do służby. Okręt ma 210 metrów długości, 32 metry szerokości i ponad 9 metrów zanurzenia.
Okręt Robert E. Peary jest określany jako drobnicowiec do ładunków suchych, ale w rzeczywistości może dostarczać także ładunki płynne, jak choćby paliwo i wodę, ale również amunicję, produkty mrożone, świeże produkty spożywcze, części statków i helikopterów. Na pokładzie służy 135-osobowa załoga złożona w przeważającej części z pracowników cywilnych. Jest częścią Bojowych Sił Logistycznych US Navy. Do jego zadań należy realizowanie dostaw zaopatrzenia na inne statki. Okręty tej klasy posiadają największą przestrzeń cargo i pokład lotniczy ze wszystkich wojskowych logistycznych statków na świecie.
Źródło:gospodarkamorska.pl

Poprawiony: wtorek, 12 października 2021 12:32
 

Eksponaty z wojenną historią w tle.

Email Drukuj PDF

kurtka

Fot. MMW
Do Muzeum Marynarki Wojennej trafiły nowe eksponaty, które łączy niezwykła historia. To elementy umundurowania dwóch marynarzy - kurtka mundurowa porucznika marynarki i czapka podchorążego marynarki. Żołnierzy, do których należały, łączyły wojenne losy.

W 1939 roku wypłynęli z Gdyni na pokładzie okrętu ORP "Wilia". W 1941 roku w Wielkiej Brytanii tego samego dnia zostali promowani na podporuczników marynarki. W czasie wojny zasilili kadrę polskiej floty. Potem ich życie potoczyło się różnie. Teraz losy obu oficerów ponownie splotły się w Gdyni, a konkretnie na muzealnej ekspozycji.
W ostatnich dniach zbiory Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni powiększyły się o cenne eksponaty z ciekawą historią. Chodzi o kurtkę mundurową należącą do por. mar. inż. Aleksandra Wilczyńskiego oraz czapkę podchorążego, której właścicielem był por. mar. Wacław Wciślicki. Oba elementy umundurowania są wzoru brytyjskiego. Muzeum pozyskało je z różnych źródeł.
- Kurtkę mundurową przyniósł i podarował nam syn porucznika. Wyemigrował on z Polski i mieszka obecnie w RPA. Natomiast czapkę podchorążego odkupiliśmy od kolekcjonera-pasjonata. To cenne eksponaty, które są materialnymi śladami ludzkich losów i osób tworzących historię polskiej Marynarki Wojennej. Prześledziliśmy historię marynarzy, do których należały te elementy umundurowania, i okazało się, że musieli mieć ze sobą styczność - mówi Aleksander Gosk, zastępca dyrektora Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni.
Oficerów, do których należały kurtka i czapka, łączą wojenne losy. Obaj uczyli się w Szkole Podchorążych Marynarki Wojennej. W lipcu 1939 roku, kiedy widmo wojny widniało już na horyzoncie, młodzi podchorążowie wraz ze swoimi kolegami wypłynęli z Gdyni na pokładzie okrętu transportowego i szkolnego ORP "Wilia". Udali się na północ Afryki. Kiedy wybuchła wojna okręty szkolne zawinęły do portu w Casablance. Stamtąd młodych marynarzy ewakuowano do Wielkiej Brytanii. Tam kontynuowali naukę w reaktywowanej Szkole Podchorążych Marynarki Wojennej i dostali umundurowanie, które trafiło na muzealną wystawę. To jednak nie wszystko. Wilczyński i Wciślicki zostali promowani na stopień podporucznika marynarki tego samego dnia - 1 września 1941 roku. Tym samym zasilili kadrę polskiej floty wojennej jako młodsi oficerowie. Jakie były ich losy?
Jeszcze jako podchorąży Wacław Wciślicki odbywał staż na pancerniku HMS "Rodney". W 1941 roku uczestniczył w polowaniu i ataku na "Bismarcka". Z pewnością nosił wtedy czapkę, która trafiła do Muzeum Marynarki Wojennej. Później był oficerem pokładowym na "Piorunie" i "Krakowiaku". Po wojnie pozostał na emigracji. Zmarł w 1989 roku.
Z kolei por. mar. inż. Aleksander Wilczyński był mechanikiem pokładowym. Służył na "Błyskawicy" i "Krakowiaku". Po wojnie wrócił do kraju i pracował we flocie cywilnej. Był starszym mechanikiem w PLO i PRO. Pływał m.in. w rejsy na Spitsbergen. Zmarł w 1994 roku.
- Do naszych zbiorów trafiła też druga kurtka mundurowa Wilczyńskiego. Pochodzi ona z okresu powojennego. To kurtka oficera mechanika floty cywilnej. Jednak na razie na wystawie prezentujemy tylko tę pierwszą, z czasów wojny - zaznacza Gosk.
Eksponaty można zobaczyć na wystawie w Muzeum Marynarki Wojennej. Umieszczono je obok siebie. W taki sposób losy obu oficerów ponownie splotły się w Gdyni.
ŹRÓDŁO: GosodarkaMorska.pl

Poprawiony: poniedziałek, 11 października 2021 13:57
 

Statek-muzeum zaprasza. Zobacz nową wystawę na "Sołdku"

Email Drukuj PDF

somuz

Fot. NMM
Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku otwiera nową wystawę stałą w jednym ze swoich najpopularniejszych oddziałów - cumującym przy nabrzeżu wyspy "Ołowianka" statku-muzeum "Sołdek".

Goście zwiedzą odnowione wnętrze statku oraz poznają jego historię; osoby niepełnosprawne skorzystają ze specjalnego stanowiska interaktywnego, które umożliwia spacer po wnętrzach i pokładach jednostki w wirtualnej przestrzeni, a uczniowie szkół odkryją tajemnice rudowęglowca, dzięki uczestnictwu w nowych zajęciach edukacyjnych.

Źródło: inf. prasowa

Poprawiony: sobota, 09 października 2021 14:52
 

NOWE OBLICZE PORTU PRASKIEGO

Email Drukuj PDF

port praski1

Poprawiony: środa, 06 października 2021 13:12 Więcej…
 

Przekop Mierzei Wiślanej hitem turystycznym

Email Drukuj PDF

g    wne - przekop 6

Fot. GospodarkaMorska.pl
Budowany kanał żeglugowy przez Mierzeję Wiślaną stał się już dużą atrakcją. Wielu turystów oglądało w wakacje budowę nowej drogi wodnej - oceniają przedstawiciele inwestora, Urzędu Morskiego w Gdyni oraz Lasów Państwowych.
Jak powiedziała PAP rzeczniczka Urzędu Morskiego w Gdyni Magdalena Kierzkowska, zainteresowanie jest znaczne od samego początku budowy przekopu.
- W związku z tym już w zeszłym roku zostało uruchomione, bardzo już popularne, specjalne miejsce postojowe oraz oznaczona została ścieżka wzdłuż wschodniej strony budowy, prowadząca do punktu, z którego można z bezpiecznej odległości obserwować to, co dzieje się na placu budowy - podkreśliła.
Wskazała, że od 25 czerwca możemy mówić o znacznym wzroście liczby osób zainteresowanych prowadzonymi pracami. Ma to związek z otwarciem dla ruchu Mostu Południowego nad kanałem. Zarówno piesi, jak i rowerzyści mają teraz możliwość oglądania i fotografowania z niego postępu prac - zarówno od strony Zatoki Gdańskiej, jak i Zalewu Wiślanego.
- W chwili obecnej możliwe jest przejście w zasadzie przez teren budowy, co niewątpliwie jest bardzo atrakcyjne, jednak uczulamy wszystkich odwiedzających, iż wokół nadal toczą się prace, jeździ ciężki sprzęt. Stąd konieczność zachowania ostrożności i rozsądne zachowanie, zarówno na moście, jak i jego okolicy - podkreśliła.
Rzecznik prasowy nadleśnictwa Elbląg Jan Piotrowski także wskazuje, że w sezonie turystycznym leśnicy zaobserwowali bardzo duży ruch turystyczny przy przekopie, a także w lasach Nadleśnictwa Elbląg na Mierzei Wiślanej.
- Dzięki utworzonemu przez Nadleśnictwo Elbląg tymczasowemu miejscu postoju pojazdów, ruch turystów w tym obszarze stał się bezpieczny, a ludzie bardzo chętnie z niego korzystają. W zasadzie rzadko obserwujemy, żeby na miejscu postoju pojazdów było pusto - mówił.
Wskazał, że turyści niestety wciąż zostawiają po sobie "ślady". - Problem ze śmieciami wciąż jest aktualny. W tym roku postanowiliśmy zrezygnować z koszy na śmieci przy większości obiektów turystycznych. Dodatkowo w najczęściej zaśmiecanych miejscach wstawiliśmy tabliczki z prośbą o niezaśmiecanie lasu i zabieranie swoich odpadów ze sobą. Działania te dały pozytywny skutek, turyści bardzo pozytywnie zareagowali na tabliczki. Zauważyliśmy mniej śmieci w miejscach, gdzie dawniej w okolicach kosza było ich dużo - podkreślił.
Całkowita długość nowej drogi wodnej z Zatoki Gdańskiej przez Zalew Wiślany do Elbląga to blisko 23 kilometry, z czego ok. 2,5 km to odcinek, na który złożą się śluza i port zewnętrzny oraz stanowisko postojowe. Kanał i cały tor wodny będą miały 5 m głębokości.
Źródło: PAP

Poprawiony: środa, 22 września 2021 09:03
 

Tomasz Chamera ponownie na czele Polskiego Związku Żeglarskiego

Email Drukuj PDF

chamera

Fot. mat. prasowe
Tomasz Chamera został w niedzielę ponownie wybrany prezesem Polskiego Związku Żeglarskiego. Podczas Sejmiku Sprawozdawczo-Wyborczego w Warszawie był jedynym kandydatem i otrzymał głosy 91 z 92 delegatów. Wybrano także 15-osobowy zarząd krajowej federacji.

źródło: PZŻ

Poprawiony: środa, 22 września 2021 08:57
 

Białoczerwona ze srebrnym orłem. Replika bandery "Lwowa" w Tczewie

Email Drukuj PDF

bc l2

Białoczerwona bandera ze srebrnym orłem na czerwonej tarczy przez wiele lat promowała Polskę Morską. Po 1918 r. "Lwów" wraz z załogą pokazywał że Polska jest Morska w pełnym wymiarze, odwiedzając porty w Europie i po drugiej stronie Atlantyku. 4 września 1921 r. odbyła się uroczystość podniesienia białoczerwonej bandery. Jej replikę podniesiono 100 lat później na maszcie 1 Liceum Ogólnokształcącego w Tczewie.
Uroczystość została zorganizowana z inicjatywy Ligi Morskiej i Rzecznej oraz Polskiego Towarzystwa Nautologicznego, a jej organizacji podjęli się nauczyciele i uczniowie 1 Liceum Ogólnokształcącego im Marii Curie-Skłodowskiej.

bc lwow--bc l1

Białoczerwona bandera z dużym srebrzystym orłem wyhaftowanym na czerwonej tarczy, umieszczonej na białym płótnie, pojawiła się nad polskim morzem 100 lat temu. Była specjalnie przygotowana dla zakupionego dla Szkoły Morskiej żaglowca, któremu nadano nazwę "Lwów". Karol Olgierd Borchardt napisał, że uroczyste podniesienie bandery miało miejsce na redzie Gdyni, a banderę ufundowało miasto Lwów. Portem macierzystym był Tczew.
Gdynia wówczas była wioską z krótkim molo. Można więc sobie wyobrazić, że jeśli "Lwów" zakotwiczył na redzie Gdyni, to mógł stać tam gdzie dziś znajduje się pomnik Józefa Conrada Korzeniowskiego. Uczestnik uroczystości Michał Kisielewski w swoich wspomnieniach twierdził, że latem 1921 r. "Lwów" miał już na pokładzie uczniów, którzy przygotowywali się do pływania ćwiczebnego po Bałtyku. Na 4 września zaplanowano uroczystość poświęcenia żaglowca i podniesienia bandery. Prof. Jan Kazimierz Sawicki ustalił, że jednym z delegatów, który przywiózł banderą z Lwowa był Tadeusz Bykowski, którego syn Prof. Piotr Bykowski z Uniwersytetu Morskiego.
Źródło+foto: gospodarka morska.pl

Poprawiony: wtorek, 14 września 2021 11:58
 

Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni pozyskało dziennik z rozkazami ORP Błyskawica

Email Drukuj PDF

abblysk

Rozpoczętą w 1937 r. chwalebną służbę ORP Błyskawica pod biało-czerwoną banderą uwieczniono na imponującej liczbie fotograficznych odbitek, tysiącach stron publikacji książkowych, opracowań naukowych i popularnych, kilometrach taśmy filmowej. Gdy wydawało się, że w tej historii niewiele już można dopowiedzieć, pojawiły się nieznane dotąd świadectwa, które poszerzają naszą opowieść o losach tego niezwykłego okrętu. Wśród takich nowych źródeł, pozyskanych ostatnio przez Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni, jest bezcenny dziennik zawierający rozkazy dzienne niszczyciela z lat 1937-1938.
Zakupiony za pośrednictwem warszawskiego Archiwum Akt Nowych artefakt, gdy trafił do Muzeum, wyglądał niepozornie. Zakurzony, miejscami zabrudzony, o przetartej, uszkodzonej okładce zawierał jednak na pożółkłych kartach niezwykłą historię - rozkazy regulujące pierwsze dwa lata służby ORP Błyskawica. W dzienniku znajdziemy m.in. rozkaz nr 1, wydany 25 listopada 1937 r., w dniu gdy jeszcze w angielskim Cowes podniesiono na ORP Błyskawica polską banderę. Następne karty odsłaniają zdarzenia kolejnych dni, jeszcze pokojowej służby naszego legendarnego niszczyciela. Ukazują okrętową rutynę - uzupełnianie wyposażenia, prace pokładowe, także proces intensywnego szkolenia załogi gdy podczas tzw. kampanii morskiej Błyskawica przebyła 9 653 mile morskie, odwiedzając m.in. Kopenhagę. To właśnie ten okres zaważył, że lata wojennej próby okręt i jego załoga przeszły w sposób znamionujący najwyższy marynarski profesjonalizm.

Poprawiony: piątek, 10 września 2021 15:01 Więcej…